Chce się żyć !

Kiedy w poniedziałek wyszłam z wynikami badań z kliniki, popatrzyłam w niebo i zapytałam całkiem retorycznie o co chodzi z tym wszystkim…

Od mniej więcej dziesięciu lat jestem pod opieką neurologa, bo w moim szanownym mózgu znaleziono ogniska, które sobie co jakiś czas w rezonansie oglądamy, czy rosną cholery czy nie.
Kiedy na początku mojej przygody zostały odkryte przypisywano mi przeróżne choroby i dawano bardzo określoną ilość życia w sprawności. Kiedy się ma 21 lat i słyszy wyrok trudno się pozbierać, kiedy jeszcze na dodatek nie do końca radzisz sobie wtedy ze swoim życiem jest to postokroć cięższe bo przeżywasz to sam.
Nigdy więcej!
Umarłam wtedy na własne życzenie,
na jakieś pół roku,
zanim nie trafiłam do mojej najwspanialszej i godnej polecenia Pani neurolog Basi Wach, która kazała mi wytrzeć nos i wracać do żywych, bo wcale to nie takie proste orzecz na podstawie pierwszego rezonansu, że to jest To i To.
Oczywiście komplet innych badań i obserwacja i tak się spotykałyśmy i spotykałyśmy przez dekadę i po drodze Pani Basia kazała mi się ogarnąć i planować życie, a nie czekać na diagnozę, bo to może sobie potrwać, a zanim coś się okaże to mogę życie przegapić tak sobie czekając Bóg wie na co.
I coaching się pojawił i Kuba się pojawił i w ogóle inna jakość życia się pojawiła w międzyczasie 🙂

Więc kiedy w poniedziałek wyszłam z kliniki z wynikami, na których moje cholery ogniska wstrętne pozostają w wielkości niezmienionej co oznacza, że „taka moja uroda”, powinnam się cieszyć, bo oto i kończę obserwację, bo skoro tyle lat nic, to już nic one nie wykombinują, żeby rosnąć.
Tylko, że oto  w tej chwili na tej samej kartce z wynikami zaczyna się nowa historia,
bo w mózgu moim pojawia się mieszkaniec nowy.
Wielkości kostki do gry planszowej guz.
Więc kiedy wyszłam w poniedziałek popatrzyłam w niebo bezchmurne i błękitne poczułam mega żal, że oto i następna próba na jaką jestem wystawiona. Tym straszniejsza bo nieznana.
Ale we wtorek już mogłam oddychać, doceniać na nowo to co mam i znaleźć plusy mojej sytuacji.
Serio, serio – są plusy!
Pierwszy jest taki, że wiem, że on jest. Niewiedza jest najgorsza, bo na ogół wiedza przychodzi w chwili krytycznej i niewiele można zrobić, a ja na pewno wiele mogę jeszcze zrobić!

W środę już byłam u Pani Basi, zaczynamy nowy rozdział razem, ale jestem dobrej myśli.
Cholerny oponiak jest w dobrym miejscu co oznacza, że gdyby neurochirurg chciał wycinać, to da radę – ale to przede mną, bo może każe mi po prostu dziada obserwować co roku.

Ale generalnie nastrój mam pogodny, myśli dobre,  i jest szansa mała aby ten gniot był złośliwy, więc nie przyjmuje tego do wiadomości 🙂
Grunt żeby nie przybierał na wadze i cicho siedział.

Chce się żyć!!!!
Oj mówię Wam tu po raz setny to samo, ale dziś z ogromną siłą!
Show must go on!
Nie poddawać się, nie marudzić, rękawy  zakasać do góry – teraz jest Twój czas!
Teraz jest lepsze niż wczoraj i jutro więc niech Ci ten czas nie przeleci między palcami!!!

Ja proszę o dobrą energię.
Zdrowa będę bo wyjścia innego nie widzę!
Jeszcze Wam tu trochę pocisnę!

Na obrazku wiosna 2016 wykonana w poniedziałek przez Kubę mojego!

12938157_1322969774386609_3292881453295101356_n

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *