Chylińska już o tym pisała, teraz ja!

Ja spokojna, może nie do końca rozważna, nie całkiem romantyczna, ale w zasadzie opanowana, na chłodno kalkulująca staję się kobietą z południowym temperamentem, albo co gorsza nerwową zrzędzącą babą i potrafię wyjść z siebie, stanąć obok i z tą podwójną mocą dwóch mnie dostać fioła! I co ciekawe zdarza mi się to, że daję ciała na całej linii tylko biorąc pod uwagę moje wyniki w największym sprawdzianie w jakim do tej pory przyszło mi zdawać – rodzicielstwie. Możesz się śmiać jeśli masz dzieci w wieku maturalnym, albo masz ich troje, możesz sobie pomyśleć ” co tam ona wie z tym swoim jednym synkiem 3,5 letnim”, ale uwierz mi ….czasami rzeczywiście nic nie wiem  nic nie rozumiem.

Nigdy nie byłam człowiekiem, który wychwala swoje, ani nie chodzę i nie chwalę się dyplomami, ani nowymi zakupami, ani broń Boże dzieckiem…Oczywiście opowiem o nim coś zabawnego, coś fajnego, uważam go za mądrego gościa, ale jednocześnie takiego jakich wiele. Ma niesamowity zasób słów, poczucie humoru, ale nie brakuje mu także niezłego nerwa i jest uparty jak osioł, co mnie mamusie nokautuje w przedbiegach, bo w połączeniu z tymże słownictwem czyni z niego mieszankę z piekła rodem, a mnie chyba jeszcze bardziej 😉

Nigdy nie byłam mamą, która dodaje do „ulubionych” strony z poradami rodzicielskimi (cholera, teraz trochę szkoda!), nie zaprzyjaźniałam się w piaskownicy z innymi mamami, nie chodziłam do szkoły rodzenia, nie zachwycałam się nad różowym bobasem, że najpiękniejszy na świecie, bo nawet jeśli taki był to tylko dla mnie, a nie dla całego wszechświata, więc oszczędzałam całemu wszechświatowi tych ochów i achów, nie marzyłam ani przez chwilę aby zostać w domu przy nim do 40 roku życia. Nie, nie i nie!

Bardzo kocham moje dziecko, bardzo jestem wdzięczna, że pojawił się w moim życiu, że jest zdrowy, że jest wypełnieniem mojego życia, bo gdyby nie on, to byłabym teraz pewnie na niezłej imprezie ( zaznaczam – jest piątek wieczór), bardziej lubię siebie fizycznie, nie uważam aby moje ciało specjalnie ucierpiało nosząc dziecko najpierw 9msc, a potem nachylając się, dźwigając ów potomka. Mam też ładnie uśmiechnięty brzuch po cesarce, to lepsze niż tatuaż, mam także lekko bolące plecy, ale to tylko drobiazgi w zamian za całe dobrodziejstwo jakie się stało.

Ale lekko nie było…3 pierwsze miesiące ciężkie… depresja poporodowa, ale wszyscy wyczekują Twojego zadowolenia i szczęścia, bo przecież dziecko masz kobieto, więc co rano wkładasz uśmiech. Spacerki, kupki, mleczko, kupki, spanie, i pamiętać „mówić do dziecka cały czas! Boże co ja mam do niego mówić?!”-(pewnie stąd ten zasób słów…)To była niezła orka, nagle zdajesz sobie sprawę, że już tak zawsze będzie, że nie możesz tak sobie wstać, powiedzieć „nara” i iść do jazz rocka, bo jesteś MAMĄ – jesteś nią już do końca życia…

Potem było co raz lepiej z tym rodzicielstwem i moim się w nim odnajdywaniu. Puzzle się składają, najpierw szalone wypady do pełnego przygód lewiatana na rogiem, potem fascynujące wyprawy do apteki, potem już leci, wychodzi dużo rzeczy, szkolę się, szkolę innych, spokojnie wracam do świata, mózg nie jest już jak papka, rozmowy z dorosłymi stają się lekarstwem na dziwnie postępującą demencję, udaje się wyjść ze znajomymi na miasto. Uf. Jednak jestem sobą 🙂

Potem ząbkowanie, pierwsze kroki, pierwsze słowa i szybki bunt dwulatka, hmmmm w wieku 1,5 roku i tak do dziś…

I dziś chociaż wiem, że to minie ( minie??? Was pytam rodzice dzieci w wieku maturalnym i dzieci w ilości więcej niż jedno!) to jestem całkiem rozbrojona, bo ten mały ukochany człowiek doprowadza mnie w ciemne zakamarki mojego charakteru których nie znałam. Roztraja nerwowo, często liczę do dziesięciu…
Ja fajna mama Kuby, bo przecież jego kumpela, jego wsparcie w dniu dzisiejszym czuje się, że popełniłam gdzieś błąd, popełniam, albo popełniamy stale, bo jest nas przecież dwóch rodziców, błąd, który sprawia, że to ukochane dziecko ma niezłego diabełka za skórą i dlatego czasem zastanawiam się nad egzorcystą… 😉

Pomóż mi znaleźć rozwiązanie – potrzebuję żywych przykładów, całego menu rozwiązań – jak poradzić sobie z upartym 3,5 latkiem i jak okiełznać jego złość?

IMG_1159

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *