Gdyby nie było jutra?

Czy płakałam- spytacie? A jakże -odpowiem, choć te łzy napłynęły zdecydowanie wcześniej niż wystrzeliły fajerwerki.
Blisko godziny 19.00 mój idol, artysta o języku giętkim i lekkim, którego tego języka mu zazdroszczę, takiego wpisu dokonał na swoim profilu na facebooku, że wzruszyłam się bez końcaWspomniał o walce swojej żony z chorobą, o wygranej, o odzyskaniu wiary w ludzi, w przyjaźń, o tym jaki to rok był dziwny i przełomowy w jego postrzeganiu świata i w tym tekście tyle miłości było i tyle emocji, że nie sposób tego było nie przyjąć inaczej niż z głębokim wzruszeniem i zadumą.

Przypomniało mi się jak jeszcze nie tak dawno, bo trzy lata temu – w styczniu pogotowie zabrało moją mamę, jak w mroźny dzień, a może już wieczór lekarz w pustym, zimnym pokoju mówił, że biorą ją na operacje, bo na obrazie usg widać ogromną dziurę w brzuchu, ale nie wiadomo w jakim narządzie i jakiego pochodzenia, że albo na tym stole ją uratują albo nie, a jeśli to „proszę być przygotowaną na raka, bo źle to wygląda”.

Przypomniało mi się jak to jest trząść się ze strachu o najukochańszą osobę, jak dusi, jak paraliżuje stres w największym stężeniu, jak czekając na telefon ze szpitala odgłos upadającej łyżeczki może spowodować, że Twoje ciało wyskakuje pod sam sufit. I potem te tygodnie przy szpitalnym łóżku, w domu, rekonwalescencja, znów szpital, wyrok , rak, szpital, kolejna operacja i kolejna operacja.

I przypomniał mi się widok mamy mojej najpiękniejszej ze wszystkich kobiet świata, najlepszej, dobrej, cudownej, z sercem wielkim jak dzwon, z duszą poranioną życiem, widok mojej bohaterki dzielnej, mojej obrończyni przed złymi demonami tymi jak najbardziej realnymi, która leżała tam chuda jak gałązka, smutna i zamyślona, przestraszona jak ptaszek, który wypadł z gniazdka, z zaszytym brzuchem z góry na dół czy w drugą stronę, podłączona do maszyn i zdana na lekarzy, los, wyniki…

I przypomniało mi się, że byłam wtedy młoda mamą, bo Kuba miał 6 miesięcy gdy to się stało, a ja ledwo wróciłam do pracy i że miałam moce nadludzkie i siłę, aby wszystko ogarnąć, i być wszędzie jak najbliżej 100% i jak mi moja Dyrektorka ( ta sama co dziś – najlepsza jaką miałam i będę mieć w życiu) i ówczesny kierownik szli mi na rękę, ze zrozumieniem i wsparciem pozwalali biegać do mamy w czasie pracy to z wodą mineralną, to z ręcznikiem, pidżamą, jak mąż mój słowa nie powiedział, że dom zaniedbuje, a przecież tak było, jak cały wszechświat się ułożył dla mnie abym mogła z mamą być po prostu.

I wtedy nadeszły najmądrzejsze myśli, refleksje, przemyślenia, wtedy każdy dzień był dniem wyjątkowym, bo otwierałam oczy, bo mama Była, bo słyszałam inaczej muzykę, widziałam wyraźniej sikorki za oknem, bo czułam mróz na policzkach i jak chrzęści pod butami, bo każda rzecz miała swoje miejsce i była namacalna, robiona z uwagą, z namaszczeniem, a nie jak to bywa dzień leciał za dniem i nie wiadomo w zasadzie jak (masz tak?).
Radość z małych rzeczy, ze wspólnych chwil i choć strach o jutro był, to dzięki nabytej już wcześniej przeze mnie umiejętności „życia tu i teraz” nie dawałam mu się sparaliżować w tamtym okresie.

To wtedy widząc moja piękną rodzicielkę z nóżkami i rączkami jak chabinki postanowiłam nigdy w życiu już nie stać przed lustrem i nie marudzić na mój własny cellulit na pupie w rozmiarze L, nie oglądać swoich niedoskonałości, jakby były najgorszym złem, to wtedy postanowiłam, że będę zwracać staranniej uwagę na to co jem i co je moja rodzina, na odpoczynek i wreszcie na to, że życie jest tak kruche, a ja w zasadzie obracam się wśród rzeczy, które nie są najtrafniejszym wyborem, a te które są ważne i istotne są odkładane na później, na lepszy moment, na nie wiadomo co i kiedy i wtedy też postanowiłam, że biorę się za to mnie uskrzydla za coaching, że znajdę sposób, aby zrobić z mojej pasji sposób na życie.

I tak mi się dziś i wczoraj  to wszystko nasunęło, bo to w gruncie rzeczy strasznie przygnębiające, że musisz zachorować, albo musi zachorować Twój Bliski abyś naprawdę poczuł życie, abyś porozmawiał z Bogiem jakkolwiek go postrzegasz, pozwolił pogłaskać się przyjacielowi, abyś zdecydował, że nie warto trwonić czas w miejscu, które Cię gasi, a zaczynasz się spełniać, odkurzasz wtedy swoje marzenia, malujesz, kupujesz bilet na Bali, jednasz się z rodziną, choć wszystkich tych rzeczy chciałeś wcześniej! Czekałeś tylko na lepszy moment, na czas…

Więc jeśli spytasz mnie jak spełnić swoje marzenia, to tego nie wiem (wiesz to TY!-uwierz!), ale wiem z pewnością jak ich nie spełnisz!
Nie spełnisz kiedy będziesz je odkładał w nieskończoność, kiedy najpierw postanowisz skończyć wszystkie potrzebne kursy, a potem następne, i następne, bo ciągle jesteś zbyt słaby aby zacząć robić to co chcesz,
kiedy uznasz, że są mało istotne, lub jesteś na nie za młody, a potem, że nie wypada bo masz małe dziecko, bo będziesz chciał poczekać aż dziecko dorośnie, a potem skończy studia, potem będziesz mu pomagać się usamodzielniać, urządzać, a miotłą jeszcze bardziej pchniesz marzenie pod dywan- w ogóle pamiętasz je jeszcze, a nie jesteś na nie za stary już czasem?
Nie spełni się, jeśli będziesz o nim tylko rozmyślał – potrzebujesz drugiej części układanki-Twojego własnego działania!
Nici ze spełnienia jeśli uzależniasz je od wygranej w totka, połowu złotej rybki, odnalezienia lampy Aladyna!

A może, przepraszam za brutalność, będziesz miał to (nie)szczęście i zachorujesz na raka, albo Twoja mama i wtedy dostaniesz olśnienia CO JEST TAK NAPRAWDĘ WAŻNE! Czy na prawdę nasze wartości, nasze najwspanialsze marzenia, nasza wiara muszą się dopiero narodzić i urzeczywistnić w obliczu tego skur…raka!?

Dziś 1 stycznia Nowego Roku , masz dwie ręce, dwie nogi, masz piękną duszę, plany, marzenia, cele – nie czekaj! Zacznij kochać życie dzisiaj, stawiaj małe kroki w dobrym kierunku od teraz, nie od jutra- od teraz! 

BĄDŹ SZCZĘŚLIWY!!!!!!!!!!!

Wybierz ŻYCIE.

PS: Mamuś, może kiedyś przeczytasz! Codziennie dziękuję Bogu, że Cię nie zabrał, że Cię mam, że ma Ciebie Kubuś. I lubię siebie dzięki Tobie, choć powtarzałaś mi całe moje dzieciństwo, że jestem piękna nigdy Ci nie uwierzyłam, dopiero gdy przeglądnęłam się w Twoich zielonych oczach tamtej zimy, zobaczyłam jaka jestem do Ciebie podobna :*

laski

2 Comments

  1. yoda

    Jestem ciekaw kto jest Twoim idolem.

    Reply
    1. katarzynahabowska

      Krzysztof Grabowski

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *