Gdzie tak pędzisz człowieku, czyli – z czego okradasz swoje dziecko!

Jestem coachem, jestem tu po to aby iść za swoim Klientem, aby go wspierać. Zachęcam do rozwoju – to ważne, ale także naciskam guzik „refleksja”. Jestem też po to aby przykręcić śrubkę, tam gdzie widzę, że jest zdecydowany luz i konstrukcja bez niej runie. Jestem też po to aby czasem kopnąć w tyłek, który się zasiedział -zgodzisz się, ze mną, że to czasem najlepsza motywacja?

Kilka dni w mijającym tygodniu udało mi się pełniej spędzić z moim synkiem. W zasadzie, jak mam być ze sobą szczera, to nie tyle dni – ile trochę więcej czasu niż zwykle. Zazwyczaj po etacie wyciskam jeszcze dla siebie czas na coachingi, warsztaty, rzadziej na spotkania strikte towarzyskie, bo to już byłaby kradzież czasu mojego dziecka na maksa…więc jeśli kawa z koleżanką, to Kuba mi towarzyszy, a jeśli sama wybywam, to najpóźniej jak się da -czyt. kiedy Kuba już śpi. Kradnę oczywiście wtedy także czas mężowi, ale że On także kradnie go w sporej ilości na swoje przyjemności, także jesteśmy tu dla siebie łaskawi i nie prawimy sobie wyrzutów. Zresztą jestem zdania, że każda zdrowa osoba  musi mieć czas wyłącznie dla siebie. Nie dla pracy, dla męża, dla żony, chłopaka, dziewczyny, dziecka, dzieci, domu, rodziców -ale dla siebie samego. Podkreślam jednak – zdrowy,rozsądny, wyważony czas.

I tu właśnie naszła mnie bolesna refleksja na temat modelu zarządzania sobą w czasie do jakiego zostaliśmy przeszkoleni, do jakiego dążmy, jaki jest pożądany.

Kiedy pomyślę o mojej mamie, o mojej babci, o rodzicach moich koleżanek z rocznika to Ci dorośli żyli w całkiem innym modelu! Składa się na to oczywiście cała historia, gospodarcza rzeczywistość, brak szumu medialnego, mniejszy dostęp do wiedzy, rozwoju, mniejsze parcie na karierę, ale i tak to wpadłam w głęboką zadumę jak kilkanaście minionych lat wywróciło światopogląd, nas wychowywanych przez ludzi, dla których największą wartością nie była właśnie kariera, czas dla siebie, ale czas dla rodziny, dla dziecka.

Dzisiejszy rodzic choć jest oczytany, choć jego wyprawka na przyjście dziecka jest idealnie dopracowana, choć ma świadomość i mądrość książkową, dzięki której niepotrzebna mu teściowa czy mama, choć jest samodzielny i na wielu płaszczyznach jednocześnie bryluje swoją przebojowością i kreatywnością to tak naprawdę nie dysponuje tym co jest najbardziej dziecku potrzebne czyli…czasem.

I tu moglibyśmy oczywiście ponarzekać i trochę ponarzekamy, że praca w korpo to 12/24, że korki, że kiedyś się mieszkało z rodzicami, to było łatwiej, że godziny pracy, że na dwie zmiany, że sytuacja na rynku inna niż za czasów naszych rodziców -i prawda to, zgadzam się.

Ale teraz sorry- będzie brutalnie…, Zastanów się ile razy okradasz dziecko z czasu jaki powinniście razem spędzić, bo masz swoje sprawy, bo łatwiej jest wysłać go/ją na dodatkowy angielski, hiszpański, piłkę i tańce, a samemu pójść na siłownie, na zakupy z przyjaciółką – nie nic w tym złego, jeśli nie wygląda tak cały Wasz tydzień, cały rok, całe życie Twojego dziecka…
Ciągle zostajesz po godzinach, bo jesteś niezastąpiony/a w zespole, bo kredyt hipoteczny, bo mieszkanie trzeba zmienić na większe, bo samochód na nowszy, może dostanę awans, podwyżkę, jeszcze trochę potyram ponad własne siły, to przecież dla rodziny…
Nie tylko do Ciebie to piszę! Sama czasami wpadam w rytm „pracy po pracy”, wiem czemu się tak wysilam, mam wizję tego czego chcę, do czego dążę tylko czy nie przegapię czegoś ważniejszego? Z drugiej strony zostaniesz tu gdzie jesteś, w pracy, która Cię frustruje, osłabia, pokażesz dziecku, że nie warto walczyć o siebie, że ma brać to co jest, nie wychylać się i zaciskać zęby?Oczywiście, że nie tędy też droga. Szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko, ale niech to dziecko ma szanse (czas!) poznać swojego rodzica na miłość Boską!
A może nawet świadomie uciekasz z domu, zastanawiałeś się kiedyś? Powodem może nie jest sam squash czy basen ale chęć wydostania się z domu, pełnego obowiązków, gdakania żony, gderania męża, domagającego się uwagi dwulatka…Czy to nie jest Twój sposób myślenia? Czas przestawić ten filtr…
Mamy szczęście, że udało się nam zbudować przyjaźnie jeszcze w młodości, to kilka osób na które możemy liczyć, że mieliśmy rodziców czy dziadków, którzy nie byli pochłonięci swoimi sprawami – bazujmy na tym! Teraz budowanie relacji jest płytkie, wpadamy w romanse, nowe fascynacje, uzależnienia od adrenaliny, zaniedbujemy wartości, szybko, nagle, intensywnie, ciągle w pośpiechu…

Obudź się człowieku! Uderz się w pierś! Ile lat ma dziś Twoje dziecko? Ile jeszcze lat będzie domagało się Twojej uwagi, a potem zamknie w pokoju w swoim świecie, wyjdzie z domu, zadzwoni może czasem, spyta co słychać, jaka pogoda u Ciebie..Ile masz czasu na to aby naprawić to co sam zacząłeś chrzanić. No niestety…jeśli zamiast pobawić się ze swoja córeczką lalkami wybierasz się na kolejne warsztaty z cyklu „jak komunikować się ze zbuntowaną trzylatką” to powodzenia!

Biedny jesteś człowieku wepchnięty w machinę „mieć więcej, zarabiać więcej, być pięknym, młodym, pożądanym etc”, ale pamiętaj – masz w swoich wspomnieniach to, że można inaczej, skorzystaj z nich. Nie kupuj dziecku drogiej zabawki z wyjazdu w delegacje, weź je na zapiekankę do tej stareńkiej budki na pętli tramwajowej, na którą tak-dostańcie się tramwajem, ale nie tym szybkim wozem na kredyt, poświęć mu swoją uwagę, daj mu dobre wspomnienia, niech ma z czego czerpać, bo on może mieć jeszcze bardziej pod górkę niż Ty, nie tylko dzięki sytuacji gospodarczej, pracy w korpo czy innym wymyśle, ale dzięki nam i temu ile czasu spędziliśmy z nim wtedy gdy nas najbardziej potrzebował!

No już . Zamykaj kompa i bierz piłkę, auto, lalkę, czasopismo o modzie czy co lubi Twoje dziecko ! 🙂

enhanced-buzz-wide-16234-1392163393-15

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *