Kiedy ja mówię wolność zaraz grozisz mi wojną

Kiedy ja mówię wolność zaraz grozisz mi wojną 
Kiedy drugą stroną drogi chcę przejść 
Więc kiedy ja mówię wolność nie mów mi że nie wolno 
Moja wolność to żaden twój grzech

Totalną niemoc czuję i to w pisaniu i to w wypowiadaniu się wszelakim. Bo we wszystkim jakoś podświadomie czuję zaczajone drugie dno i spisek…

Zastanawiam także się czy warto …?
I czy dla kogoś to będzie przydatne to co napiszę…
Tylko czy na pewno zależy mi na tym, aby to było przydatne dla kogokolwiek czy wystarczy, że jest wartością  samą w sobie dla mnie.
Bo przecież z drugiej strony jeśliby nabrać wody w usta i nic nie powiedzieć w temacie ważnym to czy to już nie hipokryzja?

Chcę coś czasem napisać, ale okazuje się wnet, że to już było, ktoś przed chwilą o tym napisał i był najmądrzejszy na świecie, z tytułami, doświadczeniem, milionem czytelników na koncie…
Co więc ja napiszę nowego?
Czym (czy) zachwycę? Ale znów to samo pytanie – czy chcę zachwycić tak naprawdę?
Chciałabym, żebyś się zastanowił, ale wnioski niech będą Twoje, myśli Twoje, zderzenie z własnymi poglądami i sumieniem, nie z moimi.
Nie musisz się zgadzać, szanuję Twoje zdanie, ale Ty też uszanuj moje.
W fundamentalnych kwestiach nigdy mnie nie przekabacisz na „swoje”, ale na pewno jeśli będziesz miał mądre argumenty to poszerzysz moje horyzonty…

Powtarzalność tekstów, myśli, rutyna…
Zmęczenie.
Mega marazm odczuwam kiedy widzę tych „kołczów”, mówców, sprzedawców spełnionych marzeń…
I chyba dlatego też ciężko mi ostatnio zebrać myśli i je spisać.
Nigdy nie chciałabym taka być, jak ich widzę, jak ich odbieram
i nigdy nie będę.
Nigdy taka: wyprasowana, przemyślana i wreszcie wymyślona
przez trendy i modę…
Ale skąd mam wiedzieć czy Ty nie widzisz mnie podobnie, jak ja ich?

Wystarczy zostać wiernym sobie,
nie godzić się na sztuczny blichtr i poklask.
Nie starać się o uznanie, a pisać o tym co jest aktualne.
Aktualne w mojej duszy.

A tam co ?
Ogromna niezgoda i bunt dla areny politycznej tego kraju, choć zawsze stałam z boku polityki, to jakoś teraz ciężko być obojętnym.
Dla tego co się dzieje, dla tego co mnie do cna wkurza – mówię NIE!
Dla zakłamania, obłudy, wpieprzania się do moich spraw, do mojej macicy nawet – wara !
Nigdy nie byłam tak rygorystyczna, ale może dlatego, że nikt  „nie grzebał mi do tej pory w majtkach”?

Wiesz, dziś myślę, że to takie gorzkie szczęście w nieszczęściu jeśli poroniłaś zanim ktoś będzie miał prawo do śledztwa w tym temacie.
Nie wyobrażam sobie, że mogą nadejść czasy totalnej inkwizycji i jakiemuś czubowi mogłoby wpaść do łba, że kobietę, która traci dziecko należy wypytywać, oskarżać, maglować w jakikolwiek sposób.

    Nie wiesz ,co znaczy samotnie wrócić ze szpitala i zaszyć po uszy pod kocem, a potem wrócić do pracy z pogrzebanymi nadziejami i udawać, że interesuje Cię terminowe załatwienie sprawy dla kluczowego Klienta,
    Nie wiesz co znaczy liczyć niedoszłe miesiące, co znaczy otworzyć kalendarz w pociągu relacji Kraków – Warszawa dokładnie w dniu porodu, którego nigdy nie będzie,
    Nie masz pojęcia jak zachowa się Twoje obolałe ciało, jak bardzo poraniona jest Twoja dusza, której mały pierwiastek okazał się zbyt ulotny by przeżyć,
   Nie zdajesz sobie sprawy…

Ale teraz pomyśl, że jeśli to wszystko jest tylko i aż Twoją sprawą i sprawą Twojej osobistej żałoby to jeszcze pół biedy, ale kiedy do drzwi zapuka Pan z protokołem i Pani w peerelowskich brylach to przestanie być tylko wyłącznie wewnętrzną stratą, ale może być niekończącym analizowaniem, uzasadnianiem i legitymowaniem przed totalnie obcymi ludźmi.

Czy te wszystkie ograniczenia nie sprowadzają się do średniowiecza?
Czy ja żyję w kraju, w którym ktoś będzie mnie oceniał przez pryzmat rządowego programu jeśli kiedyś zdecyduje się na drugie dziecko?
Czy myślisz  (serio?!), że świadoma druga ciąża jest wynikiem nie chęci posiadania większej rodziny, a zachłannością na 5 stówek, które nomen omen przecież kiedyś wszyscy będziemy  musieli oddać?

Czy ja żyję w kraju, w którym nienawidzi się kobiet?

Ta cała masa absurdów jakie chcą/mogą nam zgotować totalnie mnie wkurza i nie godzę się na tą „dobrą zmianę”.
Jako kobieta nie godzę się,
ale chcę wierzyć, że gdybym urodziła się mężczyzną miałabym te same wartości i to samo zdanie w temacie!
To w co wierzysz nie powinno być nigdy kwestią płci, a zawsze wychowania, poglądów, przekonań i wreszcie wartości!
Zwyczajnie mówię NIE dla inwigilacji i dla próby decydowania za mnie!
I będę o tym mówić głośno.
Za każdym razem.
Bo jak to ujął Dante Aligheri

Najbardziej gorące miejsce w piekle jest zarezerwowane dla tych, którzy w okresie kryzysu moralnego, zachowują swą neutralność.

A ja wybieram się do nieba !

 w tekście cytowałam fragment piosenki „Żyję w kraju” SnL

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *