Mój trzeci pierwszy raz

Mam 32 lata -no prawie- nigdy w życiu nie popełniłam pieczenia ciasta. No raz-dwa dni po przyjściu ze szpitala jak urodziłam Kubę-ale po pierwsze to wspaniałe ciasto nie wymagało w zasadzie pieczenia,a po drugie zganiam i tak winę za to na szok poporodowy 🙂

Mam 32 lata i nigdy w życiu… a w tym tygodniu UPIEKŁAM ciasto trzy -3- TRZY razy…

Kumulacja pichcenia spadła jak śliwki z drzewa, którymi zostałam obdarowana i postanowiłam je spożytkowac w nowy, dziki, tajemniczy, nieznany mi sposób…

Jakieś 22 lata z 32 byłam dumna, że nie spędzam czasu przy garach, nie ciągnęło mnie nigdy do kuchni, nigdy do tych typowo kobiecych opowiastek o nowym świetnym przepisie, z zasady nie przeglądałam żadnych blogów kulinarnych, a od ciast broń mnie Panie Boże!

A tu trzy smaczne, rozpływające się w gębie, pachnące na całe mieszkanie błogim aromatem spokoju i lenistwa słodkości mojej robotyi ze śliwami. Nie, nie pytajcie czy ucierane, drożdżowe czy kruche-jakoś inaczej nazywane, ale tak sobie nie przypomnę 🙂

Napisałam to ja na pamiątkę dla siebie-bo uwielbiam robic rzeczy pierwszy raz, a pierwszy raz trzy razy robic to sztuka 🙂 ale jest szansa, że się nie powtórzy, choc dziś zastanawiałam się jakby on smakował ten słodycz z rabarbarem 🙂

Upichciłam, bo śliwki, bo potrzeba odreagowania, znalezienia alternatywy, antidotum…

Czy Ty kochana Czytająca mnie Kobieto, zdajesz sobie sprawę ile razy w ciągu jednego dnia dowiadujesz się nowych rzeczy, odczuwasz, obserwujesz nowe, ile razy każdego dnia spotyka Cię nowa historia, ile razy się uczysz, ile razy coś pierwsze na oczy widzisz? Zastanów się, pomyśl – zobacz jakie to ekscytujące 🙂

10418535_931701210180136_7755489881884793170_n

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *