Nowy świat

Muszę kiedyś zacząć pisać.
Cokolwiek. Nawet jeśli nie będzie to wspierać nikogo. Nawet jeśli będzie to w jakiś (jeszcze niezidentyfikowany) sposób pożyteczne tylko i wyłącznie dla mnie.
Muszę kiedyś zacząć pisać.
Z czystego egoizmu i z wielkiej miłości równocześnie.

Do tej pory udawało mi się w zasadzie zacząć, ale po kilku słowach w ruch szedł „delate”.
Gdybym miała taki „dalete” dla życia kasowałabym dzień za dniem, dzień za dniem aż do tego dnia, w którym Ciebie przytulam.

Być może mogłabym coś zrobić inaczej… Mogłabym?

Życie z myślą w głowie, że za późno wezwałam karetkę jest jak życie z wielkim kamieniem przytwierdzonym do klatki piersiowej.
Oczywiście nie wiem tego co byłoby gdyby ta karetka pojawiła się choć 10 minut wcześniej…
Naturalnie nie mam pojęcia czy jakakolwiek inna wersja wydarzeń z tamtej soboty byłaby dla Ciebie szansą. Czy byłaby szansą dla mnie?

Nie mam możliwości tego sprawdzić.
Nigdy w życiu bardziej nie chciałam wejść do kapsuły czasu żeby mieć jeszcze jedną próbę.
Gdyby człowiek miał jedno życzenie w życiu, które może się spełnić nie czekałabym na żadną inną okazję.

Kazałabym Ciebie mi tutaj zwrócić. W tej chwili.

Nic się nie dzieje jednak.
Pustka.

Tik-tak, tik-tak…
Wiesz mamy już wrzesień, czasem wkładam coś kolorowego bo wiem, żebyś mi powiedziała „Kitku, masz tyle ubrań ładnych, młoda jesteś wkładaj je! Nie smuć się tak na czarno” Tak by było, tak Cię słyszę jak stoję rano przed szafą. Czasem mnie przekonasz.
Słyszę Cię też kiedy zaczynam płakać, a łapie mnie płacz w przeróżnych miejscach. Kiedy wróciłam do pracy musiałam odchodzić od biurka kiedy narastało we mnie to wielkie napięcie wylewające się dosłownie oczami. Teraz nie jest lepiej, w aucie, w wannie, dziś u lekarza… Nie ma reguły – ten palący smutek i rozpacz po prostu mnie dopadają. Nagle. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. A Ty mówisz mi wtedy „Kiciu, nie płakaj, już dobrze jest, nie płakaj, masz Kubunia, niech nie ma takiej mamuni zapłakanej, ja tu jestem…”

Gdzie?

Gdzie jesteś moja najukochańsza Mamusiu?

Pamiętasz jak walczyłyśmy o Twoje życie 5 lat temu?
Pamiętasz, że mnie ten strach, o Ciebie i ten ból, że Ciebie boli, prawie zabił?
To był najgorszy okres w moim życiu.
Do teraz.
Bo teraz nie miałam szansy o Ciebie zawalczyć, bo Ty tak cicho odeszłaś.
Czy można zrobić coś gorszego własnemu dziecku niż umrzeć mu nagle w rękach?!
A może choć Ty mamusiu miałaś ładną śmierć w mojej obecności?
Było Ci dobrze tak Pomiędzy?
Ja byłam z jednej strony, a z drugiej już czekała na Ciebie babcia, Twoja mama.
Wiem, że już raz na Ciebie czekała, wtedy w szpitalu kiedy mi Ciebie uratowali.
Czekała na Ciebie w swojej podomce, w której zwykła gotować, wycałowała Cię, a potem powiedziała, że jeszcze nie teraz, że teraz masz wracać do mnie.
I wróciłaś.
A ja znam tą opowieść, mamuś, od Pani Joli, to był Twój sekret, ale on mi dziś pomaga, bo wierzę dzięki temu, że jesteś w ramionach swojej mamy. To przynosi ułamek spokoju i krople ulgi.

Napisałam tyle ile umiałam na dziś, ledwo widzę na oczy przez tą mgłę, klawiatura jest mokra od wieczornej rosy, ale muszę to wszystko spisać co się dzieje, bo czuję, że mi to w jakiś sposób pomoże.
Choć czasem Boga prowokuje, żeby mi nie pomagał, że nie chcę pomocy…
Żadnej i znikąd.
Ale to nie jest takie proste sprowokować go. Go.

Tak więc słowo po słowie.
Dzień po dniu.
Krop za krokiem.
Aby stanąć na nogi.
W tym całkiem nowym świecie.

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *