Po jedenaste – nieszablonuj

Trafiłam kiedyś na fajny wpis a propos postrzegania rodziców i ich odpowiedzialności za dziecko i dom. Rodzic ONA to całkiem inna bajka niż rodzic ON. Wyobraź sobie, że choruje Twoje dziecko, albo dziecko twoich dobrych znajomych i kto pierwszy przychodzi Ci do głowy, że z tym oto dzieckiem powinien zostać w domu?
Dlaczego tak jest, że kiedy Kuba jest chory wszyscy pytają mnie „I co zrobisz? l4, urlop??” Mało kto poszczyci się pytaniem otwartym „jaki macie plan? kto z was zostaje w domu?”, a nikt nigdy nie spytał: „Marcin weźmie opiekę czy urlop?”. Jestem jako matka  podświadomą ofiarą systemu i myślenia o kobiecie jako o tej, która przecież MUSI zostać w domu, która MUSI dziecko nakarmić, wykąpać, ubrać, utulić do snu, a dopiero potem jak jeszcze ugotuje obiad na jutro, rozwiesi pranie, wyprasuje to zdjęte ze sznurka to może zająć się sobą. O, może jakaś literatura kobieca, albo nowy przepis? Mężu, kanapkę, herbatkę?

Często my same sobie to robimy – kobiety – lubimy mierzyć inne swoją miarą, przyklejoną nam zresztą przez inne kobiety, nasze mamy, babcie, ciotki…
Kiedy mężczyzna weźmie opiekę nad chorym potomkiem u jego koleżeństwa kłębią się myśli pt”wspaniały ojciec, matka pewnie karierę robi, nie ma czasu dla tego biednego dziecka”. Ale co tam L4? Wystarczy, że sam tata wyjdzie na spacer z dzieckiem, wzbudza podziw, rozpala serca innych matek, sprawia, że chcą go wyręczać, a może wózek potrzymać, a może ja nakarmię, niech Pan da, pomogę… Kobieta sama z dzieckiem i trzema siatami może liczyć ewentualnie, że ktoś jej drzwi nie zamknie na nosie, babie jednej.

Denerwuję się gdy ktoś mi zwraca uwagę, że nie powinnam tyle czasu spędzać po za domem – ile czasu? Ileż ja spędzam po za domem, a ile mój mąż, ale o to mało kto spyta? No, może czasem w kontekście, jak ja sobie radzę uwiązana do dziecka. Otóż nie jestem uwiązana 🙂 Jestem mega szczęśliwą matką, bo mam super dziecko- spędzamy full czasu razem, a potem dogaduję się z ojcem tegoż dziecko, że teraz On spędza z nim czas, a ja załatwiam swoje, a czasem nawet bywa, że wszyscy razem cieszymy się swoim towarzystwem..i najnormalniej w świecie nie rozumiem czemu nasz styl życia drażni osoby trzecie lub co gorsza jest przez nie podważany i ktoś śmie przylepiać nam swoją łatkę.

Inna sprawa stereotypów dotyczy choroby u kobiety. Pierwszy raz się z tym spotkałam kiedy dostałam grypy po ślubie i leżałam w domu tydzień, po moim powrocie do pracy wszyscy mieli oczy na wierzchu bo myśleli, że nie będzie mnie do porodu plus macierzyński. Jaki poród? W ciąże zaszłam dopiero 4 lata po ślubie. Przez ten czas byłam w niej niemal za każdym razem gdy mocniejszy katar zatrzymywał mnie w domu 😉
Ostatnio miałam problemy żołądkowe, możecie sobie wyobrazić ile osób spytało mnie czy to już czas na rodzeństwo? 🙂 Od rana do wieczora zderzałam się z jednym i tym samym pytaniem w różnej formie…

A jak już mowa o ciąży to przypomina mi się, jak już w niej była jak to mnie „straszono”, że świat się zmieni po urodzeniu, że będę miała inne wartości, inne priorytety…i co ja sobie myślałam wtedy przerażona- jak to możliwe, że daję Komuś życie, kto moje wywróci do góry nogami, pożre żywcem??? Byłam wystraszona i nie wiedziałam jakiego armagedonu się spodziewać. I wiecie co, na szczęście to nie prawda. Armagedonem były pierwsze 3 miesiące  ale to inna bajka), ale minęły, a moja głowa, myśli, świadomość została ta sama i na swoim miejscu. Mam stałe wartości, mam priorytety wzbogacone o moje dziecko, a jedyna trudność, która bywa jednocześnie motywacją to umiejętność rozplanowania sobie w czasie tego co mam zrobić. Tak, to bywa czasem ponad moje siły, ale daję radę. Nadal jednak dbam o siebie, lubię się ubrać, lubię kiedy synek mówi „ładnie wyglądasz mamusiu”, lubię dbać o swój umysł – czytać, rozwijać się, szkolić. Nie polubiłam natomiast gotowania, prasowania, nie zmuszam się do tego czego nie lubię. Po co? 🙂 Po zostaniu rodzicem nie odnalazłam w tych czynnościach dodatkowego sensu, o jakim bym wcześniej nie wiedziała 🙂

Tyle się mówi o równouprawnieniu, tylko na czym ono polega? Na tym, że kobiety będą wbijały gwoździe do ściany i remontowały łazienki, ale facet sam z dzieckiem własnym to nadal cud natury? Dopóki myśleć będziemy sami o sobie w ten sposób to nici z pięknych haseł, zmiany zaczynają się na dole a nie u góry. Pozwól facetowi też zostać w domu z gorączkującym dzieckiem, nie zawsze Ty MUSISZ brać to na swoje barki- jest takim samym rodzicem! Dzielcie obowiązki, ale i czas na odpoczynek! Ty możesz kłaść się z dzieckiem do snu, ale tata niech kopie z nim piłkę po szkole, Ty zrób obiad, a tata niech stanie się mistrzem kolacji, kąpanie zostaw mężczyźnie, ma więcej siły, a to ważne kiedy dziecko jest malutkie, Ty w tym czasie znajdź chwilkę na swoją przestrzeń. Wszystko się da! wszystko jest możliwe 🙂

I tu w tym miejscu chciałam napisać : są tacy ojcowie na świecie, którzy opiekują się (z radością!) dziećmi na równi z mamami, i znam takich ojców i mam tą przyjemność wielką, że Ci których znam tacy właśnie są. Ale nie stawiajmy im pomników, bo przecież są rodzicem takim jak my, a nas nikt na rękach za to nie nosi, ani za samodzielną wizytę u mechanika też.. 😉

479796_457366197627101_1118739114_n

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *