Polska, mieszkam w Polsce…

Ja będę dziś narzekać gdyż dawno nie miałam styczności z państwową służbą zdrowia. Należę do tych szczęściarzy, którym korporacja zapewnia opiekę medyczną z bardzo miłą obsługą i zadbanymi kliniakami, do których przychodzą eleganckie Panie, Panowie i ich dzieci.Takie eldorado,-ale nie ma wszystkich specjalistów i to okazało się być dla mnie początkiem przygody, w której od paru lat nie uczestniczyłam. I oczywiście nie żyłam do tej pory w tej bańce mydlanej i nie wydawało mi się, że takie rarytasy medyczne to oczywistość ogółu, ale ostatnie 24 godziny przetargały mnie przez system i przemieliły przez niekompetentnych i często niemiłych ludzi z personelu.
Akcja zaczyna się w środę o godzinie 18 – wracam po pracy -synek z gorączką i spuchniętym „gwizdkiem” -jedziemy na dyżur.
Rejestracja no problem, za drzwiami czeka pediatra – „stop! gdzie? tam!” Pani wskazuje stołek oddalony od jej krzesła o 3 długości biurka (długości! nie szerokości!) Siadam.Kuba wyje bo siedzieć nie może. „Siądzie na krześle, bo ma” mówi doktor. „nie siądzie bo boli”: mówi matka (ja). „Rozbierze go i położy” -słyszę.
Kuka, dotyka – „Pojadą na chirurgie, tylko nie na SOR, prosto na oddział, bo ja tu nie mam narzędzi, żeby zrobić co trzeba”. Pojechaliśmy. Z oddziału cofają nas jednak na SOR, bo tylko tamtędy można się do chirurga dostać. Przed nami czeka jakieś 50-60 osób – jest godzina 19.00. Rozcięte głowy, złamane ręce, nogi, sraczki -siedzimy, milczymy, może jakoś dzieci mają inną kolejkę? „Proszę panią, ja tu z córką siedzę od 14stej, ma 10 lat, bóle brzucha i gorączkę”. Wymiękam.
Idzie jednak szybciej. Po 1,5h przenoszą nas do innej poczekalni -tam już są wysegregowane z tłumu dzieci. Kolejne 1,5h idziemy na stół -Kuba już od godziny śpi, po płaczach i bólach usnął. Miła (jedyna) pani Doktor mówi, że mamy wrócić do domu obłożyć riwanolem i wrócić tu rano, ale do poradni prosto. Riwanolu niestety nie mają w szpitalu więc „see you” -jedziemy spowrotem -jest 22.30 – nie wiem czy śmiać się czy płakać?
Czwartek -jedziemy do szpitala do poradni. Kolejka jedna do wszystkich szpitalnych poradni. Po 40 minutach w okienku „rejestrowała się Pani?”, „nie, wróciłam w nocy z waszego soru, lekarka kazała przyjść rano”, pani patrzy i mówi „mamy termin za 3 miesiące”… Po wymianie zdań w celu znalezienia rozwiązania Pani radzi, abym podeszła do lekarza i spytała czy przyjmie to ona wtedy zarejestruje. Tam czekamy krótko, jakieś 30 minut, lekarz przyjmie, ale każe wrócić do rejestracji, nie zgadzam się na kolejne stanie w kolejce tam, a potem tu do gabinetu. proponuje mu aby zrobić to odwrotnie skoro już u niego jesteśmy -badanie, a zaraz przyniosę kartę – ominie mnie jedno stanie… Ulega (ten też jest niemiły) prosi abym rozebrała dziecko, ogląda z daleka i zleca przyjść na kontrole w poniedziałek. Proszę o l4, bo nie poszłam dziś do pracy, nie wypisze, bo jak poradził ” lekarz rodzinny wypisze bez problemu proszę się udać”. Wracam na rejestracje. 20 minut. Jestem, mówię Pani, że lekarz kazał przyjść w poniedziałek na kontrole -Pani zerka do zeszytu i mówi, że może mnie wpisać za 3 miesiące…
Tu już ciśnienie mi podchodzi wysoko… Pani mówi „jak Pani chce proszę przyjść w ten poniedziałek to najpierw iść rano do lekarza spytać się czy Panią przyjmie”… 🙂

Potem lekarz pediatra mojego Kubusia w naszym ośrodku zdrowia, bo przecież muszę mieć to l4. Tu jak zwykle gładko i po ludzku. Ja dostaję zielony świstek, Kuba jest w końcu przebadany jak trzeba, choć Pani Pediatra to nie chirurg dziecięcy mam w końcu poczucie, że ktoś się zajął tym siusiakiem jak trzeba. To bolesne zapalenie i wymaga czasu, okładów z riwanolu i antybiotyku. dostajemy żurawit i naklejkę dla dzielnego pacjenta.

Piszę o tym nie dlatego, żeby wściekać się na system, bo co to da? Jest jaki jest. Nie dlatego, że powinnam mieć taryfę ulgową dla dziecka w którymkolwiek miejscu, bo nie uważam tak do końca, ale dlatego, żeby powiedzieć, że moim zdaniem ten kulawy system byłby do przeżycia gdyby ludzie w nim działający mieli spójny cel, wartości, mówili jednym językiem i szanowali Pacjenta czy ma on lat 3 czy 88.Bo niestety, ale traktowanie jest okropne, a uprzejmość tylko u nielicznych jednostek.
Naprawdę współczuję nam Polakom, pacjentom, że za bezpłatną służbę zdrowia, za którą przecież płacimy jak za woły od pierwszego dnia pracy musimy składać nieustanne pokłony, że ktoś raczył przyjąć, a ktoś inny zarejestrować.

eh.
4429_alt5

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *