Wolność

Dziś była zwariowana sobota. Weekendy jakoś tak wyglądają ostatnio, że są szybkie, dużo się dzieje, zupełnie jakbyśmy chcieli nadrobić braki z tygodnia, w sumie chcemy więc pewnie dlatego następuje kumulacja atrakcji i wrażeń. Pogoda piękna także wsiedliśmy we trójkę na rowery i „ahoj przygodo!”, zaliczyliśmy miłą trasę, przyjemny plac zabaw przy Dworku Jana Matejki, na który wracam z Potomkiem jutro, bo tak się spodobało nam.

Popołudniem urodziny kuzynki  – skończony pierwszy roczek więc atrakcji była co niemiara, po torcie, dmuchaniu świeczki i zabawach zapowiadało się spanie synka u babci i nasze wyjście na koncert SNL…Zapowiadało nieźle bo rano nazajutrz miałam być jakieś dwie godziny sama w domu zanim synka od babci odbiorę, a dziś miałam ładować akumulatory przy szorstkim głosie Grabaża, ale ku naszemu zaskoczeniu dziś właśnie nasze Dziecię postanowiło zaoponować wyraźnie, stanowczo, głośno, z przekonaniem, bez cienia wątpliwości by wreszcie wpaść w histeryczny ton i uczepiając się mojej nogi (dosłownie!) wyjąc „maaaaamusiu nie opuszczaj mnie! Błagam Cię!” . Serce matki wiadomo- miękkie, uszy i nerwy dziadków nienadające się by poddać je próbie przymusowego spania wnuczka także plany w łeb poszły, a my wróciliśmy w milczeniu we trójkę do domu….

Szybko poszło usypianie, także wpadł mi do głowy chytry, ale jakże podniecający plan iż…no co prawda razem nie poszliśmy na koncert i co prawda Strachy grają już od godziny, ale na bisy dojadę na pewno...tylko czy mąż się zgodzi na takie zakończenie wieczoru..
Zgodził się. I tu muszę przystanąć i napisać, że to takie drobne sprawy, ale dające mi poczucie, że będąc żoną i matką jestem wolnym człowiekiem i nie muszę o to walczyć i targać się, a po prostu za takiego jestem uważana – wolny człowiek ze swoimi sprawami, pragnieniami i marzeniami i gdyby ten mój mąż zechciał mi stawać na drodze i zatrzymywać w miejscu to ten misterny plan pt „małżeństwo” nie wyszedłby nam na zdrowie, a może i na pewno by nie wyszedł…

Grabaż zaśpiewał dla mnie jeszcze 10 piosenek (!) – jestem naładowana energią, pozytywnymi wibracjami i mam moc super bohatera na kolejny tydzień.

Wróciłam, domownicy spali już obydwoje, pomyślałam, że mam szczęście, że mogę realizować się w zakresie mojej „prawdy o sobie”. Czy Ty znasz prawdę o sobie? czy ktoś kiedyś Cię o nią pytał? Jeśli zdasz sobie sprawę jakie słowo, jaki rzeczownik czy przymiotnik jest prawdą o Tobie wtedy Twoje życie nabierze nowego sensu. Prawdą o mnie jest słowo „wolność” i ja rozumiem je jako istnienie odrębnego świata, do którego tylko ja mam prawo, to radość i spontaniczność w realizacji moich osobistych planów, to duża autonomia i asertywność i nie mogłabym się w tej prawdzie o mnie tak pięknie czuć jakby nie duża swoboda jaką mam w relacji „małżeństwo” – także mężu gdybyś to przeczytał to „dziękuję – jesteśmy psychicznie zdrowsi, że mamy swoje terytoria i je szanujemy 😉
Już całkiem na „dobranoc” – Zastanów się jaka jest największa prawda o Tobie
i jaki możesz zrobić pierwszy krok w nadchodzącym tygodniu aby zanurzyć się w tej prawdzie po czubek głowy? 🙂

 

” …
Strachom i Lachom i na przekór wrogom.
Jesteśmy tu sufitem,jesteśmy tu podłogą.
Ja to w sobie zapominam czasem,
Czasem w sobie zapominam że
A wtedy!
Przed Tobą wtedy stanę sam na rękach
I jeden Bóg to wie ..”

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *